Ma Maison, 1989
Numer inwentarzowy: CRC/DEP/084
Technika: rysunek w passe-partout
Galeria-Pracownia Tadeusza Kantora ul. Sienna 7/5

Rysunek znajdujący się w Pracowni Tadeusza Kantora przy ul. Siennej nawiązuje do serii obrazów „Ma maison” – „Mój dom”. Praca jest utrzymana w ciemnej palecie kolorystycznej, podobnie jak pozostałe cykle malarskie z ostatnich lat życia Kantora, takie jak: „Dalej już nic” czy „Cholernie spadam!”.
Rysunek przedstawia ceglany, stary komin spalonego domu, z którego wciąż jeszcze ulatuje dym. Konstrukcja podparta jest cienką deską nieproporcjonalną do jego wielkości. Sama deska, przedmiot najniższej rangi, pełni ważną rolę w twórczości Kantora, przyjmując różne funkcje zarówno w sztukach wizualnych, jak i spektaklach. Pojawiła się m. in. w jednej z prac z cyklu „Wszystko wisi na włosku” (1973) – obciągnięta płótnem i oparta o niezamalowany obraz stała się czymś nieokreślonym plasującym pomiędzy obrazem a instalacją. W spektaklach z kolei grała rolę i stołu, przy którym zasiadali bohaterowie, i trumny niesionej na ramionach w kondukcie żałobnym.
Czym jest natomiast samotny komin stojący na pustej, teatralnej scenie? Dla omawianego motywu ważne jest miejsce, w którym w ostatnich latach życia mieszkał Tadeusz Kantor. Z okien jego pracowni przy ul. Siennej, mieszczącej się na ostatnim piętrze kamienicy, roztacza się rozległy widok na dachy krakowskich kamienic najeżonych licznymi kominami. Jesienną i zimową porą unosiły się z nich smugi dymu jak na rysunku „Ma Maison”.
Komin to obiekt bogaty w znaczenia, który w zależności od kontekstu, przynosi inne skojarzenia. Może symbolizować zgliszcza domu, który spłonął i do którego nie ma powrotu – tak jak nie ma powrotu do czasów dzieciństwa czy do świata, jaki istniał przed wybuchem II wojny światowej. Grzegorz Niziołek w samotnym obiekcie na teatralnej scenie dopatruje się odniesienia do kominów krematoryjnych[1], wszak Tadeusz Kantor, zwłaszcza w swoich dziełach teatralnych, nawiązywał do Holocaustu. W tym kontekście samotny komin staje się obiektem traumatycznym wpisującym się w wojenną historię Europy.
Spalony dom może także oznaczać kolejne etapy twórczości i artystycznej drogi Kantora. Po wyczerpaniu potencjału danej idei, zarzucał ją, zaczynając coś nowego. Jak sam napisał:
„Wszystkie okresy mego życia, gdy je tak dzisiaj oglądam
z daleka, znaczą mi się jako domy.
Dom.
(…)
Biedny Pokoik zaczął się stabilizować.
Stawać obcy.
I pewnej nocy spłonął.
Ja sam go podpaliłem.
Został tylko komin.
Jak zawsze w takich sytuacjach.
(…)
buduję dalej moje ściany, okna, drzwi.
Na nowo!
W wyobraźni.
Tylko wyobraźni”[2].
Komin pojawił się również w ostatnim w pełni ukończonym dziele teatralnym Kantora – w cricotażu „Cicha noc” wystawionym w Avignonie w 1990 roku. Wysoka konstrukcja stała na scenie górując nad aktorami i dopełniając postapokaliptyczny charakter przestrzeni. Tak o tym motywie napisał sam Kantor:
„Na środku sceny
ustawiłem
k o m i n
po wypalonym Domu.
Biedny.
Bardzo biedny.
To był komin z mojego
o b r a z u.
Obraz nosi tytuł:
«Mój dom».
Po pożarze,
po katastrofie.
Czy potrafi «udźwignąć»
«wielkość»
końca świata?
Byłem tego pewny.
(…)
To jest komin mojego
domu.
To jest mój dom.
Na scenie!”[3].
O tym, że była to ważna dla Kantora praca, może świadczyć to, że rysunek z samotnym kominem zawiesił w swojej pracowni tuż przy łóżku nad komodą, włączając go w wystrój swojego Biednego Pokoiku Wyobraźni.
Anna Michałowska
Materiały cytowane i przywoływane:
[1] G. Niziołek, Ruiny Europy, „Didaskalia: gazeta teatralna” 2009, nr 94, s. 19.
[2] T. Kantor, „Pisma”, T.3, K. Pleśniarowicz (wybór i oprac.), Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław, Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora Cricoteka, Kraków, Wrocław 2004-2005. s. 214-216.
[3] Tamże, s. 178-179.